Menu

lawendowa czarodziejka

- rozważania wszelakie

kawa z Mistrzem

lawendowyraj

IMG_20160726_163921__kopia4

Nie mam ostatnio czasu na picie z Nim kawy, wszystko robię w pośpiechu, ale codziennie jeździmy 18tką. Teraz tam jest nasza przestrzeń. Dziś główny wątek naszej rozmowy dotyczył mojej Mamy i tego, że nie czuję się gotowa przechodzić przez to ponownie. Ale czy wtedy byłam bardziej gotowa? Nie. Czy na to w ogóle można być gotowym? Nie. Kontrował mnie zdaniem: wystarczy ci mojej łaski. Powtarzał to w kółko, jak w grze: "pomidor". Kluczowe decyzje ponownie zapadną w Wielkim Tygodniu. Czas męki - czas łaski...
Czy to jest zaproszenie? Czy misterium mojej męki, ponownie pójdzie w parze z Jego, albo Jego męka w parze z moją?

Tak, przejdzie to ze mną. Ze mną jeździ 18stką i samochodem. Chodzi na siłkę i zakupy, zabieram Go z sobą do pracy. Ze mną myje okna i gary i ze mną też prasuje. Jest przy mnie gdy się chichram i gdy się wkurzam. Zatyka uszy gdy przeklinam i narzekam, że jestem zbyt gruba. Ale wtedy też jest. I nawet wtedy gdy Go odpycham. I choć to znowu może się okazać długą i żmudną wędrówką podczas której usłyszy ode mnie dużo gorzkich słów, wiem że mnie nie zostawi. Wiem, że podniesie mnie z moich upadków i poprowadzi mocno trzymając ze rękę.

When you’re weak, I’ll be strong
When you let go, I’ll hold on
When you need to cry, I swear that I’ll be there to dry your eyes
When you feel lost and scared to death,
Like you can’t take one more step
Just take my hand, together we can do it
I’m gonna love you through it.

And when this road gets too long
I'll be the rock you lean on
Just take my hand, together we can do it
I’m gonna love you through it.
I’m gonna love you through it.

 

deja vu...

lawendowyraj

IMG_2131

Wraz z nadejściem wiosny i przesunięciem zegarów energii jakby przybyło. Gdy El słodko spał podczas popołudniowej drzemki wymknęłam się na siłownię. Na chwilkę. Nawet nie wiem jak to się stało, że spędziłam tam dwie godziny?! A może wiem... Chwilę wcześniej zadzwoniła mama:
- Wiesz jakoś przez choroby El ciężko nam się spotkać, miałam nie mówić ci przez telefon ale skoro się dziś nie zobaczymy to wspomnę jedynie że jutro idę na Garncarską
- gdzie?
- No do szpitala. Na onkologię
Niewiele pamiętam co mówiła dalej...

Dokładnie cztery lata temu Tata poszedł do szpitala z nadzieją usunięcia przepukliny brzusznej. Choć operacja się udała Jego stan z dnia na dzień się pogarszał. Lekarze nie znajdowali przyczyny, aż w Wielki Piątek 2013 roku powiedzieli: Nowotwór w bardzo zaawansowanej fazie. Nie ma czasu, otwieramy. A w Wielki Czwartek 2014 zakończyła się ziemska przygoda Taty. I co?! Znowu mam to samo przechodzić?! Znowu mam być Weroniką? Szymonem? I kłamczuchą... Zmyślać dając nadzieję. A może już nie będę musiała zmyślać, może Mama będzie odważniejsza niż sądzę. Może tamta historia Ją czegoś nauczyła i nie będzie się już zachowywać jak naiwna gąska. Będzie jak Bóg zechce. Jej krzyż jest od dziś moim krzyżem. Mój krzyż jest od dziś krzyżem Es...

wyzwanie

lawendowyraj

IMG_8575

Wpadł mi dziś do głowy dość szalony pomysł. W zasadzie nie dziś, już z kilka tygodni temu ale dziś podjęłam decyzję o jego realizacji. Choć osobiście bliższa jestem poczuciu, że być może całe przedsięwzięcie zakończy się klęską, Es wierzy, że mi się uda. I ta Jego wiara we mnie mnie nakręca. To takie fajne uczucie.

Wiosna. Cały dzień świeciło piękne słońce a recital ptasich treli przekonywał o odejściu zimy. Korzystając z możliwości jaką dają 24 godziny dla Pana, udałam się do spowiedzi do pobliskiej parafii. Pełen komfort - dużo czasu, ludzi nie było więc stojący ogonek nie wywierał presji. Czytam właśnie wynurzenia jakiegoś paulina z Jasnej Góry krytykującego tę inicjatywę. Uważa, że ksiądz powinien być dostępny przez całą dobę, tak jak to ma miejsce na Jasnej Górze. Choć intencje ma zapewne dobre i szczere nie zauważa biedaczyna, że liczebność zakonników na Jasnej Górze, znacznie przewyższa ilość duchownych na parafii. I Dla zachowania równowagi psychicznej księży i uniknięcia wypalenia w kościołach parafialnych lepiej nie rzucać się z motyką na księżyc...

lawendowyraj

IMG_5399

Leżąc na łóżku i oglądając zdjęcia, przywoływała wspomnienia. Wpatrując się w jedno z nich pomyślała, że chciałaby zjednoczyć się z Nim w bliskim, intymnym akcie. Wyszeptała swą myśl... Wpatrując się w zdjęcie upiła łyk wina. Ośmielona faktem, że jej nie słyszy, ponownie wyszeptała myśl która krążyła po jej głowie. Z każdym kolejnym łykiem jej ciało zalewała fala obezwładniającego ciepła. Przymknęła oczy... Przywołała Jego zapach i ciepły dotyk dłoni. Wtuliła się we wspomnienia.

dotyk

lawendowyraj

IMG_17281

Niejednokrotnie widziałam jak Es wycierał El po kąpieli z taką siłą, aż ręcznik zostawiał na dziecięcym ciałku czerwone ślady. Albo kąpał Go pod prysznicem w taki sposób, iż miałam wrażenie, że dziecię równowagę straci... A gdy zakłada lub ściąga Mu bluzkę przez głowę to o uszkach zawsze zapomina... Zawsze mnie to irytowało i wielokrotnie komentowałam ten brak czułości. A przed chwilą, przyłapałam Es jak z ojcowską czułością i delikatnością gładził śpiącego El po policzku...
Hmmm, wzruszyłam się ☺

Niestety El znowu kaszle...

© lawendowa czarodziejka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci