Menu

lawendowa czarodziejka

- rozważania wszelakie

urolop, yeah!

lawendowyraj

IMG_2964

No i urlop. Dzisiejsza rada przebiegła bardzo sprawnie. Niecałe dwie godziny i było po bólu. Ciężko powiedzieć, że pożegnalne ciasteczko i lody ufundowane przez odchodzące ze szkoły emerytki były tak słodkie jak przy innej okazji, ale niestety taka kolej rzeczy. Wszystkie trzy posiadają wiele pasji więc życie emerytki nie powinno im zbytnio doskwierać.

Ze zdziwieniem odkryłam jak wiele jadu jest w koleżankach z tak zwanego I-III. Poszłam na spotkanie zespołu samokształceniowego, choć w zasadzie nie wiem czy mam na te spotkanie chodzić czy nie bo jestem w zespole ingliszowym, na którym miały wybierać przewodniczącą na przyszły rok szkolny. Pożarły się jak gówniary. Że ta już była więc nie chce, że tej w tym roku nie pasuje, że ta nie da rady bo bierze pierwszaków i inne bla, bla. Ale jedna to uważam przegięła. Jako argument dlaczego ma być koleżanka a nie ona powiedziała, że iks lat temu jej  tę pracę załatwiała więc ona powinna teraz się zgodzić na tę funkcję w dowód wdzięczności. !!! O rzesz!. Wszystkie wiekowe. Wymarszczone jak stare brzoskwinie a zachowują się jak młode, głupie siksy. W dodatku, pierniczą dzieciom rok cały o koleżeństwie, o wartościach, przyznają jakieś kretyńskie dyplomy za kulturalne zachowanie a same z etykietą mają niewiele wspólnego. No, nic. Koniec obgadywania. Teraz dwa miesiące laby i tylko to się liczy .No dobra, nie tylko to...

w domu...

lawendowyraj

IMG_2919

Chyba wróciliśmy w samą porę, bo w toalecie poluzowała się uszczelka i przywitała nas lekka powódź. Na klatce minęliśmy sąsiadkę, która nie zająknęła się ani słowem na temat potencjalnego zalania, więc chyba udało się nam w porę opanować sytuację. El usnął na około 30 minut przed dojazdem do domu, ale ostre hamowanie na ostatnim odcinku Zakopianki, tuż przed wjazdem do miasta Go wybudziło. A potem, ponieważ na jednym takim hamowaniu się nie skończyło, szybko oblały Go poty, zbladł i zanosiło się na śmierdzący finał naszego podróżowania. Es próbował przekonać dzieciaka, że za około 7 minut będziemy w domu, a ja próbowałam przekonać Es by zatrzymał się na parkingu pobliskiego cmentarza i dał dzieciakowi odpocząć chwilę a nie spełniał się Jego kosztem. Zrobiliśmy sobie małą przerwę, pospacerowaliśmy troszkę, policzyliśmy aniołki a potem spokojnie przyjechaliśmy do domu.

Po przepysznym lecz ciężkim góralskim jedzeniu dziś szefowa kuchni serwuje młode ziemniaczki z koperkiem i kefirem oraz jajko sadzone. Es długo nie zobaczy placków ziemniaczanych, kurzych cycków w serowej panierce, świńskiego dupska i innych rarytasów z zasmażaną kapustą. Byłam w warzywniaku i wróciłam z pomidorami, kalafiorem, kalarepą, cukinią, papryką,  koperkiem i truskawkami  A mnie równie długo nikt nie wyręczy w kuchni...

Pralka właśnie kończy drugie pranie. Jeszcze jedno i finał. Ledwo coś tam ugotuję, czeka mnie zmywanie i prasowanie tego czego nie udało się wyprasować przed wyjazdem. Ech, choć powrót do domu niesie ze sobą nieprawdopodobną ilość pozytywnej energii, ma też swoje "słabsze" strony.
Jutro ostatni dzień w pracy i zasłużony urlop, a za chwilkę jeszcze... kosmetyczka 
 
"Kto mieczem wojuje od miecza ginie..." Taka mi się myśl w głowie pojawiła, ale nie wiem czy jest sens upubliczniać wątek. KiT ale czasem to mi ręce opadają!

no i w drogę...

lawendowyraj

IMG_3077

Jeszcze tylko łyczek kawy z widokiem na Giewont i wbijamy się w Zakopiankę...

P_20170626_083437ech...

Trzy dziurki w nosie i bajka skończyła się 

 

spod Giewontu

lawendowyraj

IMG_3023

Kolejny bardzo słoneczny dzień a co za tym idzie opalenizna "na raczka" się utrwala. Siódemka w sąsiadującym z nami Sanktuarium MB Fatimskiej na Krzeptówkach
IMG_3003
 
IMG_3010
 
IMG_3004
 
(jestem lekko zawiedziona bo sądziłam, że góralki chodzą na Mszę w strojach regionalnych) a potem klasyka - przez Butorowy na Gubałówkę. A tam... jarmarczne szaleństwo. Na szczęście El nie skusiły walory sprzedawanych tam "pamiątek" do których  dołączyły modne ostatnio spinnery. Masakra!
IMG_3048
 
Obiad zjedliśmy w Siuchajsku i był to strzał w dziesiątkę jako, że restauracja należy do grupy przyjaznej dzieciom. Wewnątrz kącik z zabawkami a na zewnątrz mały plac zabaw i wielka klatka z króliczkami. Jedzenie smaczne, porcje duże, właściwie zbyt duże i ciężko się oprzeć by nie zjeść całego talerza. Jedyny minus który ma ogromne znaczenie przy małych, nieostrożnych dzieciach to, że na polu część restauracyjną od pacu zabaw oddziela wjazd na parking. Niezbyt to rozsądne.  A potem miejski plac zabaw gdzie El rozwalił sobie czoło i lody na Krupówkach.

Uświadomiłam Es, że tydzień temu ten wyjazd mi nawet jeszcze w głowie nie pączkował... Ech, ja to mam talent jak przewalić kasę 

What's your attitude, dude?

lawendowyraj

IMG_2948

Zaraz po śniadaniu wybraliśmy się na spacer Doliną Kościeliską. W planach mieliśmy obiad na Hali Ornak, jednakże musieliśmy zmienić plany. El znudziła zbyt długa i monotonna podróż wózkiem. Liczyliśmy koniki... potem owieczki... Liczenie drzew szybko przerosło zdolności matematyczne El więc, wyskoczył z wózka i zbierał kamyczki które wrzucał do potoku.

Zbierał, wrzucał, zbierał wrzucał a czas mijał...

IMG_2955 Gdy udało Mu się rzucić naprawdę daleko głośno krzyczał Huja! Huja!

 IMG_2957

Co spotkało się z oczywistą dezaprobatą pewnych starszych pań...

Zabawa była przednia do czasu, aż nie zauważył błotnistej kałuży i wpadł do niej po same kostki. Trzeba było obmyć Dziada w górskim potoku,

 IMG_2975

co okazało się  nie lada frajdą.

I choć nie udało nam się osiągnąć zamierzonego na dzisiejsze przedpołudnie celu, to i tak entuzjazm nas nie opuszcza. Zjedliśmy właśnie pyszny obiad, El zaliczył zgon - wstanie pewnie za około dwie godziny. Zaczął już kichać, ale kicham na to! Przyjechałam tu z dobrym nastawieniem i postaram się nie dać przeciwnościom.

IMG_2970Koszulka El, przypomina mi, że grunt to dobre nastawienie ;-)

 

 

© lawendowa czarodziejka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci